poniedziałek, 19 grudnia 2011

Rozdział 2

 Dla Szatana i Ciasteczkowegopotwora.

2.

Chłopiec wtulił policzek między żebra kaloryfera, trzęsąc się ze strachu. Dolną wargę zagryzł do krwi, próbując skupić się na myśli, jak stąd zwiać.
Gdyby wyszedł na podwórko, ci którzy na nim byli niewątpliwie by go zastrzelili. Albo podpalili... Na samą myśl o tym jęknął cicho, piskliwie. Jedynym wyjściem było włamanie się do mieszkania i wyjście oknem, ale gdyby wstał, na pewno by go usłyszeli.
Poza tym za nic na świecie by tam nie wszedł! Za bardzo się bał.
Kiedy na zewnątrz znów rozległy się głosy, Nagato oburącz zakrył usta, bojąc się chociażby odetchnąć.
- Tam nikogo nie ma – usłyszał, jak ktoś mówi spokojnie, bez prawie żadnych emocji.
- Nie szkodzi – lekko podenerwowany głos odpowiedział temu pierwszemu. - W tych ruinach gnieździ się tylko element. Poza tym nie możemy ryzykować...
- Tam nikogo nie ma!
- Ale...
Padł strzał. Odgłos drugiego nałożył się na odgłos upadającego ciała, na który z kolei nałożył się kolejny trup zwalający się na ziemię.
Nagato miał nadzieję, że to zagłuszyło krótki krzyk, jaki wydobył mu się z gardła. Po policzkach płynęły mu łzy, a palce mocno wbijał sobie we wnętrze szczęki.
Drzwi od bloku otworzyły się na oścież, stanął w nich wysoki, szczupły mężczyzna. Wschodzące słońce świeciło mu w plecy, więc chłopiec widział tylko zarys jego sylwetki – długi płaszcz i długie włosy, zmierzwione i nierówno obcięte.
Nie miał pojęcia, kim jest ten człowiek, ale się go bał, chociaż naprawdę chciał móc mu zaufać – w końcu ten facet go uratował.
- Kim pan jest? - spytał cichutko, starając się powstrzymać drżenie.
Mężczyzna zamknął drzwi i na klatce schodowej znów zrobiło się ciemno, że chłopak nie widział tego, co miał przed nosem.
Nagato nie pamiętał dokładnie, co człowiek w płaszczu mu zrobił. Zapamiętał tylko ból, wstyd i jeszcze więcej bólu, i jeszcze więcej wstydu.
I nonszalancki, szybki ruch zapinania rozporka wykonany przez mężczyznę, kiedy stał w uchylonych drzwiach.
**
Kiedy poprawiał długi płaszcz, zdał sobie sprawę, że ktoś go za niego ciągnie. Spojrzał w dół i zobaczył niziutką, ale zwartą i żylastą dziewczynkę, trzymającej w dłoni jego portfel.
Minę miała zaciętą, a w drugiej rączce trzymała rzeźnicki nóż.
- Jestem głodna! - warknęła na niego. - Jestem głodna i mam nóż. Więc lepiej stąd spieprzaj, zanim cię zarżnę jak świniaka, którym jesteś!
Roześmiał się. Nie wiedział, skąd to dziecko znało takie określenia, ale bardzo wątpił, żeby wiedziało, czym są świniaki.
- Ja też jestem głodny – odparł beztrosko. - Jestem głodny i mam rewolwer.
Wyciągnął zza pasa zgrabną, małą trzydziestkę ósemkę, wycelował w dziewczynkę. Ona cofnęła się, skonsternowana, ale nie przerażona. Ze wściekłością rzuciła portfelem o pofalowany asfalt. Mężczyzna ukucnął i podniósł swoją własność, wciąż celując w dziecko. Wyprostował się, podszedł bliżej.
- Myślisz, że w opuszczonym mieście uda ci się cokolwiek kupić? - spytał.
Smarkula skrzywiła się paskudnie.
- Jebany pedofilc! - wycedziła. - Twoi kumple z cweli zrobią ci z dupy jesień średniowiecza, zobaczysz!
Zaśmiał się głośno. O ile wcześniej wątpił, czy ta siksa ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co oznaczają wygłaszane przez nią frazy, o tyle teraz był święcie przekonany, że nie ma nawet najmniejszego. Poza tym rozbawiło go, że mimo to trafiła w sedno.
- Wiesz, co to znaczy pedofil? - spytał. - Nie? Ja wolałbym ci nie pokazywać, chociaż jeśli dalej będziesz wymachiwała tym majchrem, to może nie będę miał wyjścia.
Przypiął rewolwer z powrotem do pasa. Nie chciał, żeby mała się go bała – chociaż nie zamierzał jej wykorzystywać. Była dziewczynką.
- Nie dostaniesz ode mnie pieniędzy – powiedział spokojnie. - I tak ci się nie przydadzą, a jedzenia dla ciebie nie mam. Jak dam ci radę, to mnie posłuchasz?
Smarkula zacisnęła mocno wargi, ale pokiwała głową. Faktycznie musiała być głodna, głodna i zdesperowana, ale mimo to wydawała się być odpowiednia do jego celu.
- Widzisz tamto blokowisko? - spytał, a kiedy znów skinęła główką, kontynuował: - Pójdziesz na podwórko i przeszukasz trupy. Mogą mieć jedzenie – uśmiechnął się kpiąco widząc, jak oczy jej zabłysły na dźwięk tego magicznego słowa. - A potem wejdziesz do bloku, przed którym leżą, i weźmiesz sobie to, co znajdziesz na klatce schodowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz