poniedziałek, 19 grudnia 2011

Rozdział 5

Z dedykacją dla Nami i Bezimiennej. Oraz dla Hannami.

5.
Ten, kto wszedł do pokoju, szurał. Jakby te wielkie, czarne buciory były na niego znacznie za duże. Po podłodze za nim ciągnął się długi, chyba wojskowy płaszcz.
Nagato mocno wpił palce w ramiona dziewczyny, ale ona odepchnęła go niecierpliwie.
- Konan? - rozległ się niepewny głos. - Jesteś tu?
Konan przyłożyła palec do ust, złapała jakąś leżącą pod łóżkiem rzecz i rzuciła nią w nogi przybysza. Ów krzyknął krótko, bardziej ze zdziwienia niż ze strachu i odskoczył na bok, a ona wypełzła spod łóżka, śmiejąc się głośno.
Przybysz najpierw chyba zaniemówił, ale zaraz zaczął śmiać się razem z nią, miłym, chłopięcym śmiechem.
- Popierdoliło cię do reszty? - spytał wesoło.
Nie mógł być dużo starszy od nich. Nagato już zaczął zastanawiać się, czy nie wyjść spod łóżka, kiedy Konan podeszła bliżej, pochyliła się, złapała go za ręce i pociągnęła mocno, wyciągając spod mebla jego oraz mnóstwo, mnóstwo kurzu.
Chłopiec wstał, opierając się o jej ramię i zaczął otrzepywać się z szarych dziadów. Niepewnie podniósł wzrok i spojrzał na chłopaka, którego Konan najwyraźniej znała.
Był on wyższy od nich i chyba lepiej zbudowany, ale przez przynajmniej dwukrotnie za duży płaszcz wydawał się dziwnie drobny i mały. Miał rude włosy obcięte na krótkiego jeża i nawet ładne, brązowe oczy, którymi teraz wpatrywał się krytycznie w uwalanego kurzem Nagato.
- Skąd go wzięłaś, Konan? - spytał, wyraźnie niezadowolony.
- Znalazłam na klatce schodowej – odpowiedziała dziewczyna. - Był taki biedny i samotny... Możemy go zatrzymać? - zrobiła smutną minę, jakby pytała rodziców, czy może zatrzymać znalezione na ulicy zwierzątko.
Rudy zaczął zbliżać i oddalać palec od ust, jakby się zastanawiał, co z tym fantem zrobić.
- A co on umie? - spytał.
- Jakbym ja nic nie umiała, to byś mnie zostawił? - warknęła Konan.
- Oczywiście, że nie! - zbulwersował się chłopak. - W końcu jesteś moją przyjaciółką!
- A on jest moim przyjacielem! - stwierdziła dobitnie dziewczynka. - Znalazłam go i jest mój. Poza tym na pewno coś umie, tylko jeszcze nie wiemy, co.
Chłopak jeszcze przez moment wyglądał na mocno poirytowanego, ale zaraz uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- No to jesteś z nami, mały. Jak się nazywasz?
- Nagato – mruknął cichutko chłopiec.
Czuł się trochę skrępowany tą sytuacją. Z jednej strony naprawdę nie chciał zostać sam, ale nie chciał też być dla nich problemem. Oboje wyglądali na ludzi, którzy dadzą sobie radę nawet po tym, jak w świat uderzyło piętnaście bomb atomowych.... Ale nie było gwarancji, że poradzą sobie, musząc dodatkowo chronić taką małą beksę jak on.
Rudy wyciągnął rękę w jego stronę.
- A ja jestem Yahiko – przedstawił się. - Chyba się nie boisz, co?
Nagato lekko uścisnął jego dłoń, ale zaraz się cofnął.
- Nie, nie boję się – szepnął.
Nie kłamał. Nie bał się, po prostu trochę się wstydził. Wydawało mu się to głupie, ale ten chłopak wprawiał go w pewnego rodzaju zakłopotanie i onieśmielenie.
- No dobra, wierzę ci. – Ton głosu Yahiko wskazywał na to, że wcale mu nie uwierzył. - Powiedz, mały, potrafisz ty coś?
Chłopiec pokręcił głową, wpatrując się w jego buciory. Konan spojrzała w okno.
- Nie zmieścimy się we trójkę pod jednym płaszczem – stwierdziła.
Deszcz nadal padał, ale na szczęście wiatr wiał tak, że krople nie wpadały do mieszkania, pchane w stronę przeciwległego bloku. Nie zmieniało to faktu, że było paskudnie zimno.
- Chyba powinniśmy iść do innych mieszkań i poszukać jakichś ciuchów – mruknęła, a w jej głosie Nagato po raz pierwszy usłyszał niepewność i lęk.
- Możemy tu poczekać – odpowiedział jej Yahiko tonem jasno wskazującym, że coś przed nią ukrywa.
- Nie możemy! - warknęła dziewczyna. - Jak wleziemy na wyższe piętra, to nie uciekniemy, jeśli nas znajdą!
Rudy uśmiechnął się z pewną dozą łagodnej wyższości – jakby czuł się dojrzały przy małej, nieuświadomionej Konan.
- Nikt nas nie znajdzie – stwierdził wesoło. - Jesteśmy całkiem bezpieczni. Widziałem Obserwatorów, kiedy tu szedłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz